4 błędy, które popełniłam w biznesie w 2023

Zobacz, czego nie robić, by rozwijać swoją markę szybciej. Ucz się na moich błędach!

Rzymski bóg Janus, od którego imienia pochodzi angielskie słowo “January”, był przedstawiany z dwiema twarzami patrzącymi w przeciwne kierunki. Janus był bogiem początków, drzwi, przejść i zakończeń.

Niech ta ciekawostka będzie pretekstem do tego tekstu. Bo w styczniu faktycznie patrzy się trochę jeszcze wstecz, a trochę już w przyszłość, nie? Więc bez zbędnego przedłużania – oto 4 błędy, które popełniłam w swoim biznesie online w zeszłym roku.

Błąd nr 1 – tylko Insta

Właściwie to nawet głupio pisać, bo to bardzo szkolny błąd – oparłam zdobywanie klientów na Instagramie.

Lubię tam robić content, ale z racji moich problemów z organizacją i chaotycznym podejściem do pracy (oraz z powodów osobistych – miałam na głowie organizację wesela), przestałam publikować regularnie.

Efekt był do przewidzenia, prawda? Nie było contentu, nie było nowych klientów. I chociaż miałam kilka stron www do zaprojektowania w ramach WEBsellent (agencji którą współtworzę z kolegami), to w dziedzinie brandingu panowała raczej posucha.

Dlatego w nowym roku postanowiłam zdywersyfikować kanały i za radą Jacka Kłosińskiego postawić na 1 medium społecznościowe (Instagram), newsletter i stronę internetową (bloga). W związku z failem nr 4, chodzi mi też po głowie YouTube, ale nie chcę popadać w maksymalizm, dlatego zostawiam to jeszcze do gruntownego przemyślenia.

Błąd 2: Brak sprawnych procesów (i pewności siebie)

Moim drugim błędem, takim o którym jest mi pisać trudno, są moje opóźnienia w projektach. Zaliczyłam w zeszłym roku jakiś kryzys wiary w moje umiejętności. Spędzałam mnóstwo czasu na researchu oraz pokonywaniu syndromu oszusta, który skazywał mnie na bolesne prokrastynowanie.

Ponieważ zeszły rok był dla mnie również rokiem wychodzenia z nerwicy, postanowiłam po prostu wziąć to na klatę, zaakceptować i poprawić.

Poza tym, na szczęście, pod koniec roku naszła mnie myśl, że prawdopodobnie jestem lepszą projektantką niż myślałam. W sumie nie była to nawet myśl. Po prostu zaczęłam projektować dla siebie trochę bardziej skomplikowane projekty, wróciłam do robienia tutoriali graficznych i poczułam przypływ inspiracji oraz pewności siebie.

A to już dobrze wróży na przyszłość, prawda?

Błąd 3: Brak sklepu, same zlecenia

Plany były ambitne, bo w 2023 w końcu miał ruszyć sklep Brandottie, ale nie ruszył. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, planowaliśmy Brandottie jako taki start-up. Miał być takim lepszym generatorem logo, opartym o quiz brandingowe i oczywiście moje projekty. Zrobiliśmy landing, opracowaliśmy quiz, a w międzyczasie…

Cóż, start-up którym się bardzo inspirowaliśmy, ogłosił światu swoją porażkę, a founder stwierdził, że się poddaje i nie będzie inwestował więcej czasu oraz pieniędzy w pomysł, który ewidentnie był świetny tylko w jego głowie. To trochę zahamowało nasz entuzjazm.

Po drugie, nadeszła rewolucja AI. Rozmaitych generatorów zrobiło się dużo, a my sami, jako fani nowych technologii, zaczęliśmy testować różne rozwiązania, uczyć się ich i korzystać w naszej codziennej pracy – ogarnęła nas bieżączka, a sklepu jak nie było, tak nie ma.

Oczywiście w nowym roku nie ma wyjścia – sklep się pojawi! Są już nowe projekty graficzne, bo w przeciągu tego roku miałam czas przemyśleć gruntownie branding Brandottie. To, co widać teraz na stronie głównej i blogu (stan na styczeń 2024), z pewnością się zmieni. Będzie bardziej wyraziście, nowocześnie i startupowo.

Podsumowując – prowadzenie firmy opartej tylko o robienie zleceń to bardzo trudny kawałek chleba. Zawsze ciągnęło mnie do rozbudowywania edukacyjnej gałęzi mojego biznesu, ale brakowało mi odwagi i czasu. Teraz jednak mam nastawienie typu “Fuck it, trzeba spróbować, najwyżej za rok napisze kolejny wpis o porażkach”.

Błąd 4: Niedopasowane treści

W pierwszym punkcie pisałam, że zaniedbałam Instagrama. A jak już na niego wróciłam, to publikowałam… zupełnie nie to, co trzeba. Bo widzisz, jak zaczynałam publikować na Insta, wymyśliłam sobie, że będę tworzyć treści bardzo praktyczne i edukacyjne. “5 najlepszych fontów dla stylu biznesowego”, „10 sposobów na lepsze tła w postach” oraz pokazywanie, jak poprawiam kiepskie grafiki. Sprawdzało się to świetnie, szybko rosły mi obserwacje i nawiązywałam mnóstwo fajnych relacji (które utrzymuję do dziś). Potem postanowiłam zmienić kurs i mówić o strategii brandingowej, o tym, jak podejść do budowania marki, co przemyśleć etc.

Z resztą, obecny na stronie lead magnet to właśnie efekt tamtego okresu. Nadal uważam, że to bardzo ważne. Problem w tym, że… mój Instagram zamienił się w kolejne konto z biznesowo-brandingową wiedzą teoretyczną. To było zupełnie nie to, czego oczekiwali moi odbiorcy.

Dodatkowo i ja nie czułam się z tym mega komfortowo, bo zaczęłam odczuwać blokadę twórczą. Nie wiedziałam, co publikować. Wydawało mi się, że inni twórcy powiedzieli już wszystko, co w tym temacie najważniejsze. No i w efekcie publikowałam rzadko i nieregularnie.

Co się zmieniło? Feedback, który wrzucił mnie na dobrą ścieżkę

Wszystko zmieniło się, kiedy w grudniu prowadziłam warsztaty projektowe w ramach instagramowego 2- dniowego szkolenia Martyny Krzyżanowskiej. Nie wchodząc w szczegóły, dostałam po nich bardzo ważny feedback, który można streścić tak: “Asia, skup się na konkretach! Pokazuj JAK coś zrobić, a nie opowiadaj o tym”. No i wtedy mnie olśniło.

No tak, ludzie potrzebują konkretów, bo na Instagramie jest masę teorii. I strategii. Ale na końcu każdej strategii komunikacji stoi… kreacja. Twórczość. Robienie rzeczy! W przypadku Instagrama jest to robienie video oraz grafik. I ten aspekt jest w moim odczuciu bardzo zaniedbany na Insta. W końcu poczułam, że wiem co chcę zrobić. Chcę wypełnić tę lukę. Chcę pokazywać jak zbudować most między strategią a kreatywnością. Jak opanować grafikę, by dopełniała i odzwierciedlała strategię, którą obieramy jako marka.

Czego nauczył mnie rok, z którego nie jestem zadowolona?

Wiesz co? Im dłużej robię biznes, tym bardziej przekonuję się, że pewnych rzeczy po prostu nie można przyspieszyć. Możesz oglądać webinary, kupować szkolenia i słuchać rad ekspertów, ale jeśli nie jesteś gotowa do zmian, to nikt i nic nie przekona cię do działania. Jestem late bloomerem i dojrzewam do pewnych decyzji dość powoli. Już się z tym pogodziłam, ale czasem łapie mnie z tego powodu zły humor i złe emocje. Ale to już temat na zupełnie inny wpis.

Na samym końcu napiszę tylko: jeśli doczytałaś/eś do końca, bardzo Ci dziękuję! Mam nadzieję, że wyciągniesz z tej historii jakieś wnioski dla siebie. Jeśli ten wpis choć trochę przyspieszy twoją decyzję, by działać, to znaczy że spełnił swoją rolę. Do zobaczenia na Instagramie!

autorka: Asia Brom Asia Brom